Karpacz - późne lato
Na wakacjach w Karpaczu czas nam minął jak zwykle zbyt szybko. Ani się człowiek nie obejrzał, a trzeba było wyjeżdżać. Pole namiotowe
Karpacz było już prawie wyludnione, bo też i nasz urlop przewrotnie zaplanowaliśmy na przełom sierpnia i września. W tamtym roku było nam zbyt ciasno, bo do Karpacza latem przyjeżdża masę młodzieży, by najtańszymi kosztem, pod namiotem, spędzić wakacje. Teraz mieliśmy prawdziwy komfort i nie musieliśmy ani czekać w kolejce pod prysznic, ani się też nie obijaliśmy o innych turystów w mieście. Za to przeliczyliśmy się z pogodą. Najważniejsze, że nie padało, ale było naprawdę zimno. Parszywe lato było w całej Polsce, ale Karpacz zionął po prostu późnojesiennym chłodem. Niektórzy już nawet prorokowali rychłe śniegi, ale my na szczęście tego one musieliśmy doświadczać. Cały pobyt łazikowaliśmy po szlakach. Tym razem zaliczyliśmy tę część, która prowadzi do Kowar oraz tę, do Borowic. Kapliczka św. Anny godna polecenia. Moje wahadełko po prostu wariowało - na 100% miejsce mocy.

Inne: